Literatura dla najmłodszych cz. 1

Jan Brzechwa. Kto z nas nie słyszał nigdy tego nazwiska? Chyba nie znam takiej osoby. Nawet Ci, którzy nie czytają książek, wychowali się na bajkach i wierszykach tego autora. Pamiętacie jeszcze Bajkę o królu? A może Kwokę, dla której dobre wychowanie u innych było ważniejsze niż własne zachowanie? 😉

 

Przez chwilę miałam przyjemność gościć w mym domu książeczki dla najmłodszych. Cieszę się, że są wydania, które pozwalają nawet maluszkom poznawać ten cudowny świat papieru zadrukowanego literkami, które po złożeniu w całe zdania, potrafią wspaniale wpływać na wyobraźnię. A przecież dzieci mają niesamowitą wyobraźnię, nieograniczoną dorosłością i zupełnie inaczej patrzą na życie.

Zestaw, który tu przedstawię, jest trochę uratowany. Ktoś chciał wyrzucić wszystkie książeczki, więc zabrałam, zaopiekowałam się nimi i znalazłam im nowego właściciela. Są już w dobrych rękach, ale zdążyłam jeszcze trochę je pooglądać, machnąć kilka zdjęć i przy okazji opisać Wam swoje własne wrażenia 🙂

Najpierw wzięłam pod lupę książeczki Jana Brzechwy, wydane przez Wydawnictwo Olesiejuk. Do mnie trafiło 9 takich egzemplarzy. Bardzo podoba mi się szata graficzna, bo wszystkie zostały utrzymane w takiej samej formie. Białe tło, kolorowy obrazek. Grafika jest taka, jaką sama najbardziej lubiłam, gdy byłam dzieckiem.

Książeczki nie są obszerne, ale za to wymowne. Każda strona opatrzona bogatą ilustracją, pełną kolorów i wyrazu. To, o czym czytamy, mniej więcej przedstawiają obrazki.

Każda bajeczka niesie jakieś przesłanie. Bajka o królu uczy chęci do zdrowego jedzenia. Zoo to świetna lekcja dobrych manier i tolerancji.

Nie znałam wszystkich tych wierszyków. Może nie pamiętałam ich po prostu, bo trochę lat minęło od czasu, gdy ostatnio nie sięgałam głową ponad stół. Tym chętniej teraz w nich buszowałam. Najbardziej spodobała mi się bajka Przyjście lata, a najmniej Krasnoludki.

Cała moja lista przestawia się tak:

Bajka o królu
Przyjście lata
Sum
Jak rozmawiać trzeba z psem
Zoo
Konik polny i boża krówka
Kokoszka-smakoszka
Kwoka

Natomiast pod względem obrazków, szczególnie przypadła mi do gustu Kwoka oraz Konik polny i boża krówka.

Najmniej podobały mi się obrazki w bajce o sumie. Nie trafiły do mnie te ilustracje, może dlatego, że sam tekst był trudny do zobrazowania. Jedyna ilustracja, która mi się spodobała, to ostatnia.

Przeciętna ilość stron każdej książeczki to dziesięć, a karty są twarde i grube, trudne do przypadkowego rozerwania.

To spotkanie sprawiło mi wielką radość i choć czytania tu tyle co nic (w końcu na co dzień mam do czynienia z 300-stronnicowymi grubaskami), to jednak sama przyjemność, by po tylu latach znów zajrzeć do takiej literatury. Przywołała ona wspomnienia z dzieciństwa i przez chwilę poczułam się jakbym znów była tamtą małą dziewczynką, która dopiero poznawała smak zamiłowania do czytania.

Chyba siedzi we mnie wciąż jakaś cząstka dziecka, bo uwielbiam bajki, gry i zabawy. Układam puzzle w wolnej chwili, a w starym kartonie wciąż trzymam moje stare zabawki, lalki i klocki lego 😉

Wkrótce druga porcja z serii dla najmłodszych (chyba w sumie będą trzy takie wpisy), a ja będę wdzięczna za wszelkie komentarze, jak mi poszło z tym, bo trochę się bałam i zastanawiałam, czy w ogóle się tego podejmować 😉 Skoro jednak w zeszłym tygodniu odważyłam się zrecenzować kryminał, to od bajek tym bardziej nie będę uciekać 😀