RSS
 

O mnie

31.12.1987r. – Jestem.

 

26.03.2009r. godzina 19:22 – stało się: zakładam blog na wp.pl. Publikuję głównie swoje wiersze.

Następnych 6 lat – raz publikuję, raz nie. Bloga nigdzie nie promuję, jeszcze nie wiem, że by wypadało.

05.10.2015r. – zakładam blog z recenzjami książek na Onecie. Uczę się pisać na… harlequinach (czy ja naprawdę właśnie się do tego przyznałam?!). Pewnego dnia wchodzę do biura księgowej cała ubrana na biało, a ta woła: „Śnieżynka”. Podchwytuję pseudonim i powstają Recenzje Śnieżynki. Blogowanie podoba mi się tak bardzo, że przypominam sobie o wierszach.

21.11.2015r. – blog z wierszami również przenoszę na Onet. Ku swej radości… ręcznie, bo import z WP na Onet nie jest możliwy.

20.12.2015r. – orientuję się, że przy przenoszeniu wcale nie musiałam pisać dat powstania wierszy w nawiasach. Wystarczyło ustawić to jako datę publikacji wpisu. Grunt, to nauka, ale klikać tego wszystkiego ponownie mi się nie chce.

Luty 2016r. – w ramach rozwoju zawodowego, recenzuję głównie poradniki, które właśnie czytam. Przenoszę blog z recenzjami na własną domenę www.recenzje-sniezynki.pl. Wierszom na Onecie dobrze, więc tam zostają.

Kwiecień 2016r.– odzywa się do mnie pierwsze wydawnictwo z propozycją współpracy. Skaczę z radości pod sufit. Otrzymuję swój pierwszy egzemplarz recenzencki w formie e-booka.

Maj 2016r. – próbuję realizować marzenie o współpracy z ukochaną (jeszcze z dzieciństwa) MUZĄ. Mój mail spotyka się z aprobatą. Skaczę z radości na dworze, bo sufit był za niski. Dostaję pierwszy egzemplarz papierowy. Szukam wydawnictw z odpowiadającymi mi gatunkami i trafiam na Wydawnictwo Kobiece. Zaczynamy współpracę uroczym tytułem Dobre wieści.

Czerwiec 2016r. – otrzymuję zwrotnego maila od Wydawnictwa HarperCollins. Chcą współpracować, a wydają romanse! Nie wiem już gdzie skakać, bo aż tak wysoko chyba nie potrafię. W międzyczasie na blog zabłąkują się autorzy książek i proponują współpracę. Zgadzam się po upewnieniu, że nie będę recenzować nic ociekającego krwią.

Lipiec 2016r. – pakuję lubego z aparatem do auta i jedziemy do Gdańska na moje pierwsze spotkanie autorskie. Znaczy się spotkanie z autorem. No przecież, że nie moje 😉

Gdzieś w połowie 2016r. – zakładam na Onecie trzeci blog o nazwie Piórko na Biurko. Publikuję wszystko jak leci bez specjalnej koncepcji, co to ma być w całości. Głównie skupiam się na  ogródku. Przy okazji wreszcie powstaje moje własne, prywatne, indywidualne logo. Jestem zachwycona. Recenzje Śnieżynki jakoś ostatecznego logo wciąż doczekać się nie mogą.

Wciąż połowa 2016r. – ku swej nieopisanej „radości” odkrywam, że blog z recenzjami przeżył atak. Google uznaje mój adres za niebezpieczny i nikt przy zdrowych zmysłach (lub z zainstalowanym antywirusem), nie wejdzie na zawirusowaną stronę.

Wciąż połowa 2016r. – pełna frustracji i słów określanych jako niecenzuralne, zakładam nową domenę pod adresem www.piorkonabiurko.pl. Instaluję WordPressa i łączę na nim dwa blogi: recenzje i ogródek. Mam nadzieję, że hakerzy tego nie zauważą. Oczywiście tracę przy tym wszystkie statystyki. Wiersze dalej samotnie, choć szczęśliwie bezwirusowo siedzą sobie na Onecie. Przy okazji zauważam, że ogromnie podoba mi się motyw, którego tam używam.

Styczeń 2017r. – biorę udział w pierwszym BookTour. Na książkę czeka się długo, a jak jest to w najmniej odpowiedniej chwili. Książka jest dobra i z żalem odsyłam ją dalej. Przy okazji rozmyślam nieśmiało o własnych zakładkach do książek.

 

Luty 2017r. – witam dwie nowe współprace. Tym razem do odważnych należy Wydawnictwo Pascal i Prozami 🙂  Cieszę się ogromnie, ale skakać już nie mam siły.

Maj 2017r. – pewna autorka wydaje nową serię książek z nowym wydawnictwem. Nie współpracowałam z nim wcześniej, ale dostaję tytuły do recenzji, bo jestem na liście blogerów do współpracy. Seria ma śliczne, białe okładki. Gapię się jak sroka na biżuterię.

Czerwiec 2017r. – bajka! Uwielbiam bajki! Zgadzam się na recenzowanie pięknej, choć krótkiej baśni.

Lipiec 2017r. – luby zabiera mnie do ogrodów Hortulus. Kocham to miejsce! Wrzucam na blog fotorelację (jako szkic) i zapominam ją opublikować.

Styczeń 2018r. – Onet dziękuje blogerom za miłe chwile, ale czas się wynieść. Zabieram więc awaryjnie plik z eksportem i zastanawiam się: blogspot czy własne podwórko? Przypadkiem wywalam z komputera plik z eksportem.

14.02.2018r. – zakładam Instagram i rozkładam ręce. Nie ogarniam NIC. Oglądam profile innych, by zobaczyć o co tam w ogóle chodzi. I co to, u licha, jest story?!

27.02.2018r. – czas nagli, przeprowadzka jutro, albo żegnam wszystkie wpisy z wierszami. W przypływie lenistwa biorę własną domenę (mogę importować wszystko „jednym” klikiem, a na blogspot kłania się ZNÓW kopiowanie ręczne. Nie, dziękuję). Latam jako kot z pęcherzem po całym Internecie, by znaleźć ulubiony szablon na WordPressa. Wreszcie wgrywam go na stronę i zbieram szczękę z podłogi, że zrobiłam to sama. I działa!

07.04.2018r. – blog z wierszami na własnej domenie ma się dobrze, choć nadal go nigdzie nie promuję. Wiem, że chyba by wypadało.

07.04.2018r. – blog z recenzjami ma się dobrze, choć na to promowanie, jakie w niego wkładam aż szok, że ktoś tam w ogóle zagląda.

2020r. – zamykam to całe blogowanie, zabieram  tonę książek i zeszyt z wierszami pod pachę i jadę na Antarktydę robić karierę wśród pingwinów.

2021r. – okazuje się, że nawet pingwiny nie chcą mojej twórczości.

Udaję, że tego nie widzę i poszerzam działalność o pisanie dla fok i nie tylko…

(większość zdjęć i obrazków ukazanych w tym wpisie pochodzi z serwisu pixabay.com; do mnie należą jedynie: logo Recenzji Śnieżynki, PnB oraz zakładki do książek)

Zostaw odpowiedź