Powieści

Rainbow Rowell- Nie poddawaj się

Czytając „Nie poddawaj się”, już od pierwszych stron miałam ochotę narysować tabelkę porównującą tę powieść z ‘Harry’m Potterem”. Dumbledore tutaj jest Magiem, Tiara Przydziału to tym razem Tygiel, a Simon Snow jest odpowiednikiem Harry’ego. Ich podobieństwo momentami bywało dla mnie irytujące, bo nawet urodziny chłopcy mają w lipcu.

Oprócz tytułu (mocny, motywujący i zmuszający do walki mimo przeciwności) ujęły mnie krótkie rozdziały pisane z perspektywy różnych postaci, co poszerza punkt widzenia na różne sprawy. Okładka natomiast średnio do mnie przemawia, ale oddaje to, co w tej książce istotne: relację między bohaterami płci męskiej. Czy naprawdę nie można było jednak przedstawić tego trochę inaczej niż profile dwóch twarzy w pastelowych barwach? Tych barw jest dla mnie za dużo. By dostrzec konkretny element, trzeba się mocno przypatrywać i wydaje mi się to męczące dla oka.

Mimo lekkiego stylu, brnęłam przez tę powieść długo i mozolnie. Nie potrafiłam się w nią wciągnąć. Zbyt wiele podobieństw do twórczości J.K. Rowling powoduje, że nic tam mnie nie zaskakuje, wręcz przeciwnie. Wiem, czego się spodziewać. I niestety obyło się bez wzniesień i fajerwerków.

Hm. Zaklęcia. Czytam i oczom nie wierzę. Nawet gdy liczy się czas, bohater musi wypowiedzieć praktycznie całe zdania, jak np. „Z drogi, śledzie, bo król jedzie!”, „Ukaż się, ukaż, gdziekolwiek jesteś!”, „Scooby-Dooby-Doo, gdzie cię poniosło!”. Nie sposób ich nie zauważyć, bo zostały wyróżnione pogrubioną czcionką. Jednak dziwnie mi się je czytało i byłam lekko zdezorientowana, choć zdaję sobie sprawę, że jeśli patrzeć na nie jak na parodię zaklęć z Hogwartu, to cel został osiągnięty: otwieram szeroko oczy, czasem się śmieję z ich niedorzeczności.

I wreszcie coś, co moim zdaniem zasługuje na największą uwagę i plus dla tej powieści: humor autorki. Bo jak tu się nie uśmiechnąć, gdy czytam:

„-Tygiel was wybrał, Simonie- podkreślił. – Musisz pilnować Baza.
Powtarzał to tak długo, aż przestałem prosić. Odmówił nawet wtedy, gdy istniał dowód na to, że Baz próbował nakarmić mną chimerę.
Sam się przyznał do tego, a następnie oznajmił, że jego niepowodzenie to wystarczająca kara. A Mag się z tym zgodził!” (str. 171).

Albo:

„Nazywamy je owadami, bo są wielkości trzmiela, ale trzpioty bardziej przypominają ptaki. Jeden osobnik może zabić psa, kozę albo gryfa, dwa lub trzy położą trupem czarodzieja. Mają zwyczaj wciskać się do uszu i bzyczeć tak głośno, że nie da się myśleć, więc człowiek traci rozum. Potem przedostają się do mózgu i ofiara traci wszystko inne.” (str. 120)

Simon to wiecznie narzekający nastolatek. U jego boku Baz. I powiedzenie ‘kto się czubi, ten się lubi’ ma tu słuszne zastosowanie. Komu brakowało romantycznych uniesień między Harry’m i Draco, ten zachwyci się historią z “Nie poddawaj się”.

Bohater wraca na ostatni rok nauki w swojej szkole. Wracają też przebłyski wspomnień z poprzednich lat. Ledwie wraca do szkoły, już chcą go z niej wyrzucić- Mag informuje, że bezpieczniej będzie, jeśli się ukryje. Jak to? Opuścić szkołę? A co z resztą zagrożonych istnień?! W dodatku Baz, wróg Snowa, a jednocześnie jego współlokator nie pojawia się i nikt nie wie dlaczego, a Simon zamiast się cieszyć z nieobecności wampira, koniecznie chce wiedzieć, co się stało i co knuje wróg. Sytuacja nie jest łatwa, a musi być jeszcze gorzej. Zwłaszcza, że gdzieś tam jest przecież groźny Szarobur…

Swoim stylem autorka zachęciła mnie jedynie do tego, by przeczytać inne jej dzieło, może wtedy nie będę się czuła tak bardzo zawiedziona. Bo „Nie poddawaj się” niestety nie wyląduje na półce z moimi ulubionymi tytułami, ani takimi, które będę chciała ponownie przeczytać za jakiś czas (choć „Harry’ego” czytałam kilka razy). Może dlatego, że nie przepadam za ‘fanfiction”. Ale jeśli Wy je lubicie, to zdecydowanie polecam Wam sięgnąć po ten tytuł. Będzie to przygoda pełna magii, którą już znacie i miłości, której wielu Czytelnikom brakowało.

Za możliwość przeczytania powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins.

PREMIERA: 12.10.2016r.

Tytuł: Nie poddawaj się

Autor: Rainbow Rowell

Ilość stron: 512

Wydawnictwo: HarperCollins

Moja ocena : 5/10

komentarze 2

  • kasi-recenzje-ksiazek.blogspot.com

    A własnie mnie bardzo się podobała!
    Głównie dlatego, że ja właśnie jestem fanką Harry x Draco, dlatego tutaj byłam w siódmym niebie 😀 Książka jest głupia i chora, i…niesamowicie ją polubiłam, przeczytałam ją w 1,5 dnia chyba.
    Na początku okropnie przeszkadzały mi te podobieństwa do Pottera, ale później na szczęście wyłączyłam się totalnie i odleciałam 😀

    • Śnieżynka

      Widziałam Twoją recenzję kilka dni temu 😀 Cieszę się, że ta książka trafia do swoich odbiorców, bo ja niestety do nich nie należę. Tym bardziej, że sam styl Pani Rowell jest ok. Ale przecież nie musi mi się podobać wszystko ;P Przez całą serię Harry’ego jakoś nigdy mi nie przeszło przez głowę połączyć tych dwóch bohaterów razem, pewnie dlatego, że zbyt mocno podobała mi się Ginny zapatrzona w Harry’ego i bardzo chciałam, by była z ukochanym. W ‘Nie poddawaj się’ podoba mi się głównie humor, jaki autorka wtrąca co jakiś czas i chyba to uratowało książkę przed całkowitym ‘znielubieniem’ z mojej strony 😀 Dla każdego coś fajnego 😀 Pozdrawiam i dzięki za komentarz 🙂 Miło mi, że przeczytałaś moje spojrzenie na powieść, którą obie czytałyśmy.
      P.S. ja odleciałam przy ‘Złotej Godzinie’ ostatnio. Czytałaś?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *