RSS
 

Zupa szczawiowa <3

03 Maj

Przed chwilą przypomniałam sobie radość, jaką blogowanie dawało mi w zeszłym roku.

Wtedy prowadziłam trzy blogi i choć obecnie skleiły się w jeden, to kontynuowałam tu jedynie dział książkowy, zapominając o roślinkach, które dają mi tyle radości! Odkąd trzymam na parapecie (tuż obok biurka, przy którym pracuję) doniczki z roślinkami, głównie warzywami, czuję się inaczej. Obserwowanie roślin w czasie ich mozolnej wędrówki przez wszystkie fazy rozwoju od nasionka do dojrzałej roślinki jest cudowne. To taka nadzieja na zmiany i osiągnięcie celu. Skoro te maleństwa w ziemi dają radę, to ja nie dam?

Rok temu zasiałam w jednym miejscu szczaw. Już wtedy dwa razy udało mi się cieszyć zupą szczawiową, a w tym roku obserwowałam ponowne pojawienie się tych milusich, kwaśnych listków w ogródku. Dziś wreszcie miałam czas i siły, żeby zabrać się za gotowanie dla przyjemności (a nie jak przeważnie: dla przeżycia) i tak oto powstaje ten wpis. Robiłam po drodze zdjęcia, którymi będę przeplatała swoje bazgroły 😉 W Internecie jest mnóstwo przepisów na taki smakołyk, jednak mi najbardziej przypadł do gustu ten, w którym autorka dodała do zupy marchew. Oczywiście trochę go przekształciłam i zrobiłam dwa w jednym: szczawiową z tamtego bloga w szczawiowej, która już gotowałam kiedyś 🙂

Najpierw baza zupy. Oczywiście można ją gotować na porcji rosołowej/innym mięsie. Ja, w przypływie lenistwa wrzucam do trzech litrów wody dwie kostki rosołowe (warzywne) i już 😀

W międzyczasie napadłam szczaw nożyczkami (już się ściemniało, ale pociąg do zupy był silniejszy niż problem widoczności)

Ziemniaki przekształcam w kostkę, marchew traktuję tarką.

Gotowe wrzucam do gotującej się wody.

Szczaw jest cudowny, pyszny i raz na jakiś czas uwielbiam pochłaniać go pełnymi garściami. Niestety zanim trafi do garnka, trzeba go przebrać, oderwać ogonki i umyć (wiecie, ptaszki, kotki, ich potrzeby, itp… ).

Ogonki i listki, które budzą we mnie wątpliwości, wyrzucam.

W międzyczasie ziemniaki i marchew miękną.

Wtedy dorzucam pokrojony szczaw i w zasadzie to już prawie koniec 🙂

 

Listki pod wpływem wrzątku zmieniają kolor i niestety nie są tak uroczo zielone, jak w ogródku czy na łące. Ale ich smak rekompensuje mi ten brak zieleni 🙂 Jeśli mam koperek, to też go na końcu dodaję, jednak dziś w mojej kuchni niestety go brakuje, dopiero zaczyna wyrastać z doniczki na tarasie. Zadowalam się więc jedynie doprawieniem zupy solą, pieprzem i śmietaną 18% (koniecznie najpierw zahartowaną!).

W osobnym garnku gotuję jajka na twardo, następnie wrzucam pokrojone prosto do zupy.

A potem już jedynie cieszę się cudownym smakiem. Koniecznie w ulubionej miseczce!

Bardzo tęskniłam za tą zupą i wreszcie tęsknota dobiegła końca. Oczywiście długo takie pyszności nie uchowają się w mojej kuchni, ale nic nie szkodzi. Pamiętajcie jedynie, żeby nie jeść tej zupy zbyt często, bo niestety, jak wyczytałam w Internecie, w dużych ilościach i często nie jest zbyt zdrowa 🙁

 

Tagi: , ,

Zostaw odpowiedź

 

 
  1. Justyna

    Maj 4, 2017 o godz. 4:06 pm

    Nie moje smaki.

     
    • Śnieżynka

      Maj 4, 2017 o godz. 11:59 pm

      Nie każdy wszystko musi wszystko lubić, na szczęście jest tak wiele potraw do wyboru, że każdy znajdzie coś dla siebie 🙂 Ja z kolei nie tknę wątróbki 😉

       
  2. Emilia

    Maj 4, 2017 o godz. 4:09 pm

    Uwielbiam szczawiową i jestem pod wrażeniem, że udało Ci się samej wyhodować szczaw na parapecie. Ja nie robię szczawiowej zbyt często, ale moja babcia zawsze świeżo ścięty szczaw z ogrodu myła, siekała i przygotowywała gotowe słoiczki. Można było z nich korzystać przez całą zimę. Pyszności! 🙂

     
    • Śnieżynka

      Maj 5, 2017 o godz. 12:04 am

      A to jest myśl! Zrobić na zimę w słoiczki. Dzięki 😉 Szczaw wyrósł sam, ja tylko nasionka do ziemi wrzuciłam 🙂  Ale moje eksperymenty z uprawianiem roślinek różnie kończą 😀 Wkrótce zbiorę się, żeby przenieść tu wpisy z poprzedniego bloga, to zobaczysz moje ziemniaki w doniczce 😀 Do dziś się z tego śmieję 😉

       
  3. blogierka

    Maj 4, 2017 o godz. 4:14 pm

    Hehe, ale trafiłas- ja robie ja jutro 🙂

    Z tym,ze opcja leniwca bo wszystko ze słoika ale tez pyszne 😉

     
    • Śnieżynka

      Maj 4, 2017 o godz. 11:57 pm

      Opcja leniwca sprawdziła mi się na jesieni- też dobra 🙂 Ale grzechem było nie zerwać świeżych listków, skoro tak wdzięcznie urosły 😉 Smacznego!

       
  4. Vicky

    Maj 4, 2017 o godz. 9:40 pm

    Czemu nie jest zbyt zdrowa? Kiedy byłam mała moja rodzina miała całe grządki szczawiu i jakoś nigdy nie odczułam rzadnych negatywnych efektów, mimo że liście wcinałam jak królik 🙂

     
    • Śnieżynka

      Maj 4, 2017 o godz. 11:51 pm

      Ja tak samo 😀 garściami go jadłam prosto z łąki, jeszcze jako dziecko. W Internecie znalazłam informacje, że szczaw zawiera związki, które powodują powstawanie m.in. kamieni na nerkach i czegoś tam jeszcze… Nie zagłębiam się w to, bo uwielbiam szczawiową, a nie chcę przestać jeść ulubioną zupę, bo coś nie tak z głównym składnikiem 😉 W końcu i tak wszędzie na nasze zdrowie coś czyha 😀 Ja uwielbiam tę zupę i gotować ją zamierzam zawsze, gdy mam na to ochotę, ale nawet mama mi ostatnio delikatnie zasugerowała, żebym nie szalała zbyt często, bo to niezdrowe 🙁 Jeśli jesteś zainteresowana szczegółowo tym tematem zagrożenia ze strony cudnie kwaśnych listków, na tej stronie jest to lepiej wyjasnione: http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/szczaw-wlasciwosci-odzywcze-przepis-na-zupe-szczwiowa_43706.html, choć jak tam czytam, to szczaw robi też wiele dobrego w naszym organiźmie. Magda, u której na blogu (link jest w treści wpisu) podpatrzyłam dodanie do zupy marchwi, też pisze o tych złych właściwościach. Wiesz, tak ze wszystkim: są dobre i złe strony. Ja po prostu ufam swoim kubkom smakowym 😉