RSS
 

Barwy miłości. Uwiedzenie- Kathryn Taylor

23 Sty

Tak jak i poprzednią, tak samo tę powieść Kathryn Taylor czyta się jednym tchem. Sposób, w jaki autorka opowiada nam historię Sophie i Mattea sprawia, że naprawdę ciężko się od niej oderwać.

Dla fanek komplikacji znów pojawia się wątek domu aukcyjnego, którego los został zagrożony podejrzeniem sprzedaży falsyfikatu. W poprzedniej części byliśmy wprowadzani w ten problem, natomiast tutaj znajdujemy rozwiązanie.

Czy pomyślne dla Sophie i jej rodziny? By się tego dowiedzieć, musicie sięgnąć po lekturę. Niewątpliwie warto, bo według mnie sam tok badań nad felernym obrazem jest wart prześledzenia.

Nie brakuje dramatów i trudnych chwil, łez i cierpienia. Czy to w życiu codziennym bohaterów, czy w pięknej bajce u boku księcia, w jakiej momentami zdaje się żyć bohaterka. I tu znajduję coś, co w pewnym momencie zaczęło mnie lekko drażnić.

Wzloty i upadki, rozstania i powroty są ciekawe i budują napięcie, ale gdy Matteo zaczyna z tymi wahaniami przesadzać, ja po prostu zaczynam się irytować.

Rozumiem, że traumatyczne wspomnienia. Że bolesna przeszłość, przez którą zablokował się na pewne uczucia i decyzje w swoim życiu. Ale skoro już wchodzi do jeziora do pasa albo i głębiej, to czy nie może jednak popływać?

W tej kwestii pierwsze skrzypce gra Sophie, której determinacja góry może przenosić, a silny pęd w stronę mężczyzny jest głównym motorem jej działań. Powiedziałabym nawet, że dziewczyna jest totalnie uzależniona od Mattea, co autorka świetnie przedstawia, a chwilami nawet ja czuję jej tęsknotę do obiektu jej uczuć.

Fakt, że facet jest cudowny. Słodyczy dodaje mu delikatna, pojawiająca się w odpowiednich momentach zazdrość. Uroczy, zabawny i niezwykle przystojny, a w swoim fachu absolutnie profesjonalny. Szczerość w ocenie obrazu stawia ponad sentymenty. Nie jest jednak guru całego świata, bo znajdują się krytycy nieufni jego opiniom. I to na szczęście lokuje go na poziomie zwykłego człowieka.

Nie jest idealny. Skrzywdzony wcześniej i zamknięty w sobie posiada wiele wad, a największą z nich jest według mnie umiejętność skutecznego krzywdzenia mu bliskiej osoby. Gdy machnie swoją minę wyrachowanego pokerzysty i doda do tego ton zimnego, złośliwego twardziela, mam ochotę płakać razem z Sophie. To, co nie do końca może satysfakcjonować, to jeden drobny, poboczny wątek, który nie został do końca zamknięty. Wspomniany gdzieś tam na końcu, a jednak w sumie można jedynie sobie wyobrazić, co Matteo dalej z tym swoim problemem zrobił.

Ostatni aspekt powieści na którym warto się skupić, to wątek erotyczny. Powieść przesycona jest pikantnymi scenami, a miejsca, w których Matteo dobiera się do dziewczyny, przyprawiają o dreszcze.

Gdy już dochodzi do konkretnych scen, książka rozgrzewa się do czerwoności. Zbliżenia bohaterów są na tyle gorące, by książka zasłużyła na miano erotyka, a na tyle gustowne, że nie odrzucało mnie z obrzydzeniem.

Cieszę się, że mogłam przeczytać Barwy miłości: Uwiedzenie, a jeśli też Was ta książka kusi, zdecydowanie polecam zacząć od poprzedniej części Zatracenie (moja recenzja TUTAJ).

Te dwie powieści pięknie się komponują, tworząc przyjemną całość zarówno fabularnie, jak i wizualnie.

PREMIERA: 18.10.2017r.
Tytuł: Barwy Miłości. Uwiedzenie
Autor: Kathryn Taylor
Ilość stron: 350
Cena okładkowa: 37zł
Wydawnictwo: Akurat
Kategoria: romans, erotyka
Moja ocena : 9/10

 

 
komentarze 3

Kategoria: Powieści

 

Tagi: , , , , ,

Zostaw odpowiedź

 

 
  1. ajka majka

    Luty 10, 2018 o godz. 12:04 pm

    Książka do mnie bardzo przemawia 😉 Jestem jak najbardziej na TAK.
    Serdecznie pozdrawiam.
    http://www.nacpana-ksiazkami.blogspot.de

     
  2. Bukku-recenzje

    Luty 17, 2018 o godz. 7:44 pm

    Jak dobrze wiesz, to nie jest rodzaj książek, które lubię. Kiedyś takie czytałam ale zaczęłam oczekiwać czegoś więcej <potworów, magii, czarów 😉 > Co nie zmienia faktu, że Twoje recenzje jak zwykle miło się czyta 🙂 Dodatkowo, z tego co zauważyłam kombinujesz z nowymi fotkami 😀 BRAWO 🙂

     
    • Śnieżynka

      Luty 19, 2018 o godz. 12:16 pm

      To nie kombinacja z czymś nowym, to chwilowy powrót do starych technik, bo nie chciało mi się drukować jakiegoś nowego tła 😀 😀 😀 A bardziej poważnie, to też chciałam, by zdjęcia w recenzjach obu tomów były w tym samym klimacie (jak zerkniesz w recenzję I tomu z zeszłego roku, to zobaczysz, że tam też jest to pluszowe tło i nawet książkę układałam podobnie 😉 )