MARLENA DE BLASI- TAMTEGO LATA NA SYCYLII

Osoby, które w tej książce szukają lekkiej, wesołej historyjki na miłe popołudnie zdecydowanie się zawiodą. Powieść nie jest ani łatwa, ani lekka.
Autorka głęboko oddaje klimat Sycylii, pełne słońca i ciężkiej pracy dni, specyficzny charakter ludzi. Czas jakby zatrzymał się tam w miejscu, nowoczesność nie dociera, a ludzie wciąż własnymi siłami robią wszystkie niezbędne prace w domu i wokół niego. Kult pracy, bo bez niej nie ma nic.

Niezwykła współpraca kobiet, które potrafią zrozumieć się bez słów, przy pracy śpiewają i każda zna swoje obowiązki. Nawet mycie włosów przemieniają w istnego rodzaju rytuał, gdzie pomagają sobie wzajemnie lejąc wodę nabieraną w fontannie.

Do takiego właśnie miejsca trafia przypadkiem Amerykanka z mężem, rodowitym Włochem. Otwierają szeroko oczy ze zdumieniem, nic nie rozumieją.

„- Ma pani okres?- powtarza zniecierpliwiona.
-Teraz?
– Tak, teraz. Żadna z kobiet nie pozwoli pani dotknąć żywności, nie chcą też, żeby się pani kręciła po kuchni. Bo sądzą, że ma pani okres. A jeśli pani ma okres, to pani obecność ściągnie klątwę na pożywienie i być może nawet na osobę, która okazała się dość nieostrożna, by panią w takim stanie dopuścić do kuchni, która jest ich sanktuarium.
Zakłopotanie, które czułam przed chwila, przeradza się w głęboką konsternację.
– Po prostu średniowiecze.” (str. 63)

Właścicielka, Tosca jest dziwna i tajemnicza. Rządzi łagodnie, ale bardzo zdecydowanie. Nikt z nią nie dyskutuje, ale też i ona nie wdaje się w zbędne dyskusje. Nawet rozmowy zapoznawcze wydają się być zbędne, gdyż każda zaczyna się tak, jakby była kontynuacją urwanej gdzieś, kiedyś wcześniej.
Choć powieść zaczyna się od przyjazdu dwójki obcych do tego dziwnego miejsca pełnego samotnych kobiet, tak naprawdę główną bohaterką powieści okazuje się być właśnie Tosca. Gdy wreszcie zaczyna mówić, przekazuje nowo przybyłej swoją historię. Historię pełną bólu, ukrytych pragnień, szukania własnej drogi, poznawania tego, co niekoniecznie chce się poznać. Dzieciństwo bez rodziców, a zwłaszcza ukochanej mamy, za to w gronie obcych. Do tego wszystkiego różnice społeczne, ‘zła macocha’ i mafia, która choć wydaje się być jedynie lekkim powiewem w ciepły dzień, to jednak potrafi zrobić spustoszenie niczym prawdziwa trąba powietrzna. I zniszczyć wszystko, co było tak skrzętnie i delikatnie budowane po cegiełce.
Znajdziemy tu mnóstwo opisów. Detale, które dokładnie tworzą w naszej wyobraźni obraz kuchni. Starodawne praktyki kucharskie i nie tylko. Jeśli ktoś uczy się włoskiego, ta książka będzie mu się tym bardziej podobała, że co jakiś czas do rozmów wplatane są włoskie akcenty, a nawet całe zdania.
Ponad 400 stron podzielonych jest na części, a te na rozdziały. Historia opowiedziana przez Toscę jest oddzielona od reszty i tak klimatyczna, że zapominamy, iż to tylko wspomnienia kobiety, która wreszcie odnalazła swój spokój i kąt na Ziemi. Każdy rozdział zaczyna się wyszczególnieniem pierwszej litery zdania, która osadzona na tle kwiatka, przyciągała mój wzrok. Ten sam znaczek znajdziemy na każdej stronie, na górze.
Według mnie, jest to powieść typowo dla kobiet. Wprawdzie występuje wątek mafijny, jednak jest on tak wpleciony w historię, że często się o nim po prostu zapomina. Pojawia się też drastyczna scena morderstwa, jednak to tylko epizod, a życie toczy się dalej.
Na początku, gdy małżeństwo trafia do domu Toski, pada wiele imion. Spotykamy kobiety, które są obce i choć ich znamy ich imiona, to nic o nich nie wiemy. Po zapoznaniu się z historią Toski warto wrócić do pierwszej części powieści i jeszcze raz ją przeczytać. Imiona przestają być obce, a my nagle wiemy dużo więcej o tych kobietach. Jest to ciekawe doświadczenie i cieszę się, że tak zrobiłam, bo zupełnie inaczej mogłam popatrzeć na całość, gdy już znałam prawdę.
Książka jest opisem autentycznych zdarzeń, rozgrywających się częściowo na tle II wojny światowej. Autorka książki dodała daty narodzin ważniejszych postaci, a także kilka słów wyjaśnienia, które dają podstawę do lektury.
Ja niestety nie potrafiłam wciągnąć się w tą powieść tak, jak ona na to zasługuje. Nie wiem czy jest to kwestia stylu autorki, czy jednak te opisy trochę za bardzo pokryły całą historię. Wiem, że bez nich nie poczulibyśmy klimatu, jaki panuje na Sycylii, a jest istotny.
Spróbuję sięgnąć po jeszcze jedną książkę pani Marleny. A może po prostu Sycylia to niekoniecznie miejsce, które do mnie przemawia? Mimo to zachęcam Was do sięgnięcia po tę lekturę, gdyż przeniesie Was ona w zupełnie inne miejsce, jakich mało w dzisiejszym, nowoczesnym świecie.
Warto przeczytać książkę dla samego obrazu życia w pałacu u boku prawdziwego księcia, jego żony i małych księżniczek, gdy tam na zewnątrz wojna pustoszy świat, a za murami pałacu największym zmartwieniem jest dobra jakościowo oliwa do przyrządzania posiłków dla dworu i jego świty.

dsc_0543
Na koniec podam Wam mój ulubiony cytat z „Pewnego lata na Sycylii” (który to tytuł uważam za najlepszy, jaki mogła ta powieść otrzymać):

„Jeden z pasterzy na nasz widok zawsze wyciągał zza paska nóż i odcinał spory kawałek swojego najlepszego sera pecorino. Z tego większa część szła do torby, drugą dzieliłam na dwa kawałki. Z namaszczeniem, jakbym trzymała w dłoni hostię, mówiłam Mafaldzie, żeby wysunęła język, i kładłam na nim kawałek sera. Otwierała buzię szeroko, jak malutkie głodne pisklę. Drugi kawałek był dla mnie. Nie gryź tego, mówiłam. Poczekaj, aż się rozpuści. Wtedy poczujesz smak i zapach, zachęcałam ją, bo wiedziałam, że polubi ten zdecydowany ostry smak, tak samo jak ja go lubiłam. (str. 222)

Za możliwość przeczytania powieści prosto z objęć gorącej Sycylii dziękuję Wydawnictwu MUZA SA.
Zdjęcie okładki jest mojego autorstwa, wszystkie inne zostały pobrane z serwisu pixabay.com