RSS
 

Powrót do starego domu- Ilona Gołębiewska

26 Kwi

Sięgnęłam po tę powieść z dwóch powodów.  

Zauroczyła mnie okładka, bajeczne kolory i ta kobieta ze swoją tajemnicą, pozornym spokojem, taka zamyślona, ale łagodna..

Drugim powodem była wzmianka w opisie o powrocie do dzieciństwa i swojego rodzinnego domu. Ja dość często ostatnio podróżuję we wspomnieniach do tego domu, w którym się wychowywałam, dlatego książka wzbudziła moje zainteresowanie.

Nie odnalazłam tutaj siebie. W żaden sposób, ale moja historia jest zupełnie inna niż Alicji i jej rodziny. Po rozwodzie z niewiernym mężem, bohaterka przenosi się na wieś do swojego rodzinnego domu. Straciła pracę i dom, a mąż staje na głowie, by zamienić jej życie w piekło i w sumie cholera wie, o co mu chodzi. Na wsi życie toczy się innym rytmem, a Alicja może wreszcie odpocząć. O dom trzeba mocno zadbać, więc kobieta wynajmuje ekipę remontową, która ma się zając koniecznymi naprawami.

Ludzie we wsi są mili, czasem zbyt ciekawscy, często pomocni. Jest Rafał, na którego można liczyć (choć jego zamiary nie do końca są takie niewinne) i jest Adaś, który już na wstępie odmawia renowacji altany, choć jest do tego stworzony. Jest życie codzienne ze swoimi radościami i smutkami, jest wkurzający mąż i są dzieci, których radosne buzie i ciepłe łapki zdolne są pocieszyć w najgorsze dni.

Niestety mimo ogromnie pozytywnego nastawienia do tej książki (bardzo chciałam ją przeczytać!), nie porwała mnie ona. Owszem, były momenty, które mnie zaciekawiły i poruszyły, np. opowieść Henryka, który przeżył wojnę i wszelkie okrucieństwa z nią związane. W tej historii się najzwyczajniej zatopiłam, współczułam mu i naprawdę nie chciałabym przeżyć tego co on.  Do tego doszedł pamiętnik nieżyjącego już dziadka Alicji, który dopełnia obrazu ze wspomnień starszego pana. Wnuczka chce odkryć tyle, ile to możliwe z historii swojej rodziny, a ja chcę śledzić jej poczynania w tej kwestii.

Najmniej podobały mi się dialogi i te momenty, gdy bohaterka miała wewnętrzne rozterki lub przemyślenia. Styl autorki niestety mnie drażnił i dużo przyjemniej czytało mi się inne opisy niż rozmowy między bohaterami. Niektóre kwestie wydawały mi się dziwne i niepotrzebne, bo wytrącały mnie z letargu, w jaki wpadam, czytając. Raziły mnie też momentami zbyt często pojawiające się wykrzykniki.

Największą sympatię wzbudził we mnie Adaś, który wydal mi się najrozsądniejszy. Rafała nie znosiłam od samego początku i zastanawiałam się nad rozsądkiem Alicji, gdy ta bez problemu przyjmowała jego zaloty, ale wciąż powtarzała, że chce się jedynie przyjaźnić.

Alicja wkurzała mnie zresztą dość często. Momentami wydawała się być głupiutka, totalnie niemyśląca.  Były też chwile, gdy odnosiłam wrażenie, że kobieta jest po prostu bardzo zagubiona i nie może znaleźć swojego miejsca w tym całym durnym świecie. Jej nagłe zmiany w zachowaniu, spokój i opanowanie po czym w ciągu sekundy totalna histeria. I ta histeria niestety była dla mnie ciężka do przełknięcia. Naprawdę rozumiem, że są takie sytuacje w życiu, że nikt nie zachowuje się logicznie i kulturalnie, ale ja się po prostu tego nie spodziewałam w tej książce :/ Momentami miałam wrażenie, że czytam o nastolatce, która ma pstro w głowie. Czasem łapałam się za głowę i myślałam: Co ty, kobieto, najlepszego wyprawiasz?!

No i jej mąż. Oj, facet. Ich pierwsze spotkanie, którego byłam świadkiem, przebiegło jakoś sympatycznie i sadziłam, że to będzie kulturalne rozejście się pary, której się nie udało. Już przy następnym spotkaniu zgłupiałam. Paweł jakby zrzucił maskę, stał się strasznie odrzucający i wręcz bezczelny, a do tego głupi. Przeszedł samego siebie już na kolejnej rozprawie sądowej, ale nie będę tu spojlerować, żeby nie odebrać Wam przyjemności z lektury. No i emocji, bo ja miałam mordercze myśli względem niego!

Książka mogłaby być o jakieś sto stron cieńsza. Końcówka wydała mi się trochę przeciągana, ale właśnie w niej znalazłam najwięcej takich przemyśleń, które trafiają człowieka w najczulszą część serca. Zmienić swoje życie na lepsze, to jest prawdziwy wyczyn i odwaga! Stanąć na nogi, gdy wcześniej świat się zawalił. Odnaleźć swoje miejsce w życiu. A przede wszystkim: dogonić swoje marzenia i trzymać się ich. Tego chce nauczyć  nas autorka i ta lekcja jest naprawdę ważna, bo życie nie jest usłane różami. Ale może takie być 😉

Sądzę, że może być to lektura nawet na jeden wieczór dla kogoś, kogo książka naprawdę wciągnie. Ja czytałam znacznie dłużej, pewnie dlatego, że często ją odkładałam. Ciekawiło mnie, co będzie dalej, ale nie na tyle, by chodzić i myśleć o niej cały czas. Ciekawiło mnie natomiast na tyle, że dociągnęłam ją do końca, przeczytałam i znam całą historię tu zawartą. Niestety nie czuję obecnie potrzeby poznania dalszych losów Alicji i jej bliskich, do tego dochodzi styl autorki, z którym niezbyt dobrze się czuję, więc pewnie po kontynuację już nie sięgnę.

PREMIERA: 29.03.2017r.

Tytuł: Powrót do starego domu

Autor: Ilona Gołębiewska

Ilość stron: 480

Wydawnictwo: MUZA

(Ciężko mi zdecydować, jaką ocenę dać tej książce. Z jednej strony dałabym 9/10 za okładkę i pomysł główny z wątkami pobocznymi. Z drugiej 3/10 za te nieszczęsne dialogi. 8/10 za wykreowanie mieszkańców wsi i 3/10 za to napięcie, o którym ktoś wspomniał w opisie na okładce, a które mnie niestety nie trzymało 🙁 )

Moja ocena: 6/10

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MUZA.

Inne wpisy z tej kategorii:

 

Tagi: , , , , , , , ,

Zostaw odpowiedź