Birthday Girl, czyli (nie)tuzinkowa opowieść o zakazanym romansie

Birthday Girl, czyli tego się nie spodziewałam!Marketing zrobił swoje. Internet (a w zasadzie Facebook) był tak naładowany okładką i zapowiedziami Birthday Girl, że wyjątkowo mnie ruszył. Choć normalnie pozostaję nieczuła na reklamy, jednak w tym przypadku poświęciłam całą niedzielę na tę książkę i dziś już wiem czy było warto.

Różnice trudne do przeskoczenia

To opowieść o tym, jak paradoks czasu potrafi namieszać w życiu dwojga ludzi. Ludzi, którzy wydają się być dla siebie stworzeni jak dwie połówki jabłka. Problem „jedynie” w tym, że urodzili się w niewłaściwym czasie i poznali w jeszcze mniej właściwych okolicznościach. Jordan i Pike’a różni bowiem jakieś 18 lat i syn mężczyzny, który jest jej chłopakiem. Czy mogło być gorzej?

Logika i autentyzm

Podoba mi się sposób, w jaki Birthday Girl wprowadza nas w główny motyw fabuły. Jest spokojny i wyważony, ale nie na tyle, by nudzić. Każda sytuacja jest logiczna i nie odbiega od tego, jak mogłoby to faktycznie wyglądać. Autorka nie rzuca czytelnika od razu na głęboką wodę, byle „zaliczyć” napisanie erotyka. Widać, że temat został dokładnie przemyślany i odpowiednio rozpracowany, choć napięcie między bohaterami czuć od pierwszego spotkania i pozostaje z czytelnikiem do samego końca w takim pozytywnym znaczeniu.

Humor

Fajnym smaczkiem powieści jest humor. Nie ma go dużo, nigdy nie wiem, gdzie autorka mnie nim uraczy. Ale są to takie niuanse, które szczerze mnie bawią i wywołują ciepły uśmiech zrozumienia, a samą książkę rozjaśniają, by nie była taka mroczna. Bo wbrew pozorom nie jest to historia łatwa, ani przyjemna. Bohaterka nie wiedzie cudownego życia, otoczona kochającymi rodzicami. W jej sercu kryją się lęki, o których czytelnik nie dowie się do razu. Musi do nich dotrzeć, powoli je poznać i zrozumieć.

Irytujący bohater

Cole to z jednej strony lekkoduch, nie ogarniający realiów życia, bawiący się na granicy odpowiedzialności. Choć częściej raczej po tej drugiej stronie. Ciężko było go rozgryźć. Autorka od samego początku przedstawia go tak, by wzbudzić moją niechęć, jednak im dalej w las, tym więcej drzew. Poznając historię i relacje chłopaka z jego matką i ojcem, można się przekonać, że ten bohater jest zagubiony. Jego nieodpowiedzialność drażni, ale potrafi być też czuły i dobry. W czasie lektury cały miałam nadzieję, że Jordan będzie właśnie tą, która pomoże mu odnaleźć się w tej dorosłości, której on nie do końca rozumie.

Narracja

Gdy autorka przemawiała głosem Pike’a ja wciąż słyszałam w głowie Jordan. Po samej tonacji czy sposobie wypowiedzi nie byłam w stanie rozróżnić, kto akurat opowiada mi tę historię. Narracja z podziałem na dwie osoby nie była do końca udana technicznie, choć korzystnie wpłynęła na odbiór treści. Pozwoliła mi poznać myśli bohaterów, ich motywy czy targające nimi sprzeczności.

Odrobina przewidywalności

Jak ta historia się zacznie, mogłam się bez problemu domyślić. Przeczytałam opis z okładki i już wiedziałam, że tu będzie zakazany romans. Nie spodziewałam się tylko, że autorka będzie się tak bawić czytelnikiem, który będzie myślał, że wie jak potoczy się fabuła. Owszem. Po części może i tak. Jednak Birthday Girl potrafi solidnie zaskoczyć i nie do końca jest tak przewidywalna, jakby się nam wydawało.

Na koniec dodam, że fani erotyków znajdą tu coś dla siebie. Pikantne sceny są NAPRAWDĘ pikantne i kolorowe. Czeka tam na Was również niespodzianka, której w dotychczas czytanych erotykach nie spotkałam. Ciekawe zagranie, nie powiem 😉

Nie żałuję. To był naprawdę dobrze spęczony czas, a lektura dostarczyła wielu wrażeń i skupiała na sobie moją uwagę i ciekawość do samego końca. Polecam!

PREMIERA: 09.01. 2019r.
Tytuł: Birthday Girl
Autor: Penelope Douglas
Ilość stron: 470
Cena okładkowa: 43,90zł
Wydawnictwo: Niezwykłe
Kategoria:  romans, erotyk
Moja ocena : 6/5

 

Zdjęcie okładki nie należy do mnie. Zostało zaczerpnięte z serwisu lubimyczytac.pl (po kliknięciu w okładkę zostaniecie przekierowani do źródła). Z racji mojego zapędu ostatnio do robienia zdjęć uznałam, że jeśli poczekam z publikacją aż zrobię zdjęcie, nigdy tej recenzji nie przeczytacie.